Kupię zadłużoną spółkę. Handel spółkami w trudnej sytuacji finansowej, odpowiedzialność zarządu za zobowiązania zadłużonego podmiotu (art. 299 Ksh). Próba recenzji ofert rynkowych.

Długi to prosta droga do niewypłacalności. W orzecznictwie ugruntował się pogląd, że przesłanką ogłoszenia upadłości jest istnienie wierzytelności przysługującej co najmniej dwóm wierzycielom, a celem upadłości jest równomierne zaspokojenie wszystkich wierzycieli. Pogląd taki został potwierdzony uchwałą Sądu Najwyższego z dnia 27.05.1993 r. (sygn. akt. III CZP 61/93), z której wynika, że upadłość jest tzw. egzekucją uniwersalną, w przeciwieństwie do egzekucji syngularnej, w której wierzyciel dochodzi swojego roszczenia wobec dłużnika u komornika na podstawie tytułu wykonawczego. Dodatkowo, z ustawy z dnia 28 lutego 2003 r. Prawo upadłościowe (Dz.U. 2003.60.535 ze zm., tj. Dz.U.2015.233, dalej: p.u.) wynika, że przepisy te regulują [m.in.] zasady wspólnego dochodzenia roszczeń wierzycieli od niewypłacalnych dłużników będących przedsiębiorcami (art. 1 p.u.).

Kluczem do zrozumienia dalszej treści artykułu, jest definicja pojęcia niewypłacalność, które na gruncie polskiego prawa upadłościowego miało różne znaczenia. Rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 24 października 1934 r. Prawo upadłościowe (Dz.U. 1934.93.834, dalej: Rozporządzenie) pojęcia niewypłacalności nie definiowało wprost, ale poprzez ustanowienie zasady, że przedsiębiorca, który zaprzestał płacenia długów, będzie uznany za upadłego (art. 1). Rozporządzenie jednocześnie przyjmowało, że krótkotrwałe wstrzymanie płacenia długów wskutek przejściowych trudności nie stanowi podstawy ogłoszenia upadłości (art. 2). Z przepisów Rozporządzenia, można więc wysnuć wniosek, że niewypłacalność to stan o charakterze trwałym, polegający na niemożności płacenia długów. Prawo upadłościowe z 1934 roku obowiązywało przez bez mała 70 lat, bo aż do 30 września 2003 roku, nic więc dziwnego, że używane przez to Rozporządzenie znaczenie niewypłacalności nadal funkcjonuje w powszechnym (intuicyjnym) rozumieniu prawa. Według stanu prawnego obowiązującego przed nowelizacją ustawy Prawo upadłościowe dokonaną w maju 2009 roku, czyli na podstawie pierwotnego brzmienia ustawy z dnia 28 lutego 2003 r. Prawo upadłościowe i naprawcze (Dz.U.2003.60.535, dalej PUiN) dłużnik był niewypłacalny, jeżeli nie wykonywał swoich wymagalnych zobowiązań (art. 11 PUiN). W latach 2009-2015 przepis ten obowiązywał w brzmieniu doprecyzowanym w zakresie rodzaju zobowiązań – pieniężnych.

Od stycznia 2016 roku, ustawa Prawo upadłościowe, pojęcie niewypłacalności definiuje jako utratę zdolności do wykonywania swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych i przyjmuje domniemanie prawne, z którego wynika, że stan taki ma miejsce wtedy, gdy opóźnienie w wykonaniu zobowiązań pieniężnych przekracza trzy miesiące (art. 11 p.u.). W przypadku, gdy dłużnik jest osobą prawną, stan niewypłacalności zachodzi także wtedy, gdy przez okres przekraczający dwadzieścia cztery miesiące zobowiązania pieniężne dłużnika, w tym jeszcze niewymagalne, przekraczają wartość jego majątku (art. 11.2. p.u.).

Z pojęciem niewypłacalności ściśle wiąże się pojęcie wymagalności roszczenia, którego znaczenie najlepiej wyjaśnia Sąd Najwyższy w uzasadnieniu orzeczenia z dnia 12 lutego 1991 r. (sygn. akt. III CRN 500/90). Wymagalność roszczenia jest to stan, w którym wierzyciel ma prawną możliwość żądania zaspokojenia przysługującej mu wierzytelności. Jest to stan potencjalny, o charakterze obiektywnym (za: Z. Świeboda, Prawo upadłościowe i naprawcze. Komentarz wydawnictwo LexisNexis, Warszawa 2004). W judykaturze przyjmuje się, że wymagalne zobowiązania pieniężne to są te zobowiązania, których termin wykonania już minął, zaś wierzyciele nie wyrazili zgody na zwłokę w świadczeniu.

Dłużnik, który stał się niewypłacalny, ma tylko jedną prawną drogę wyjścia z sytuacji. Jest to złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości (art. 10 p.u.). Poza możliwością samodzielnego złożenia wniosku przez dłużnika, uprawnienie takie przysługuje również każdemu z wierzycieli osobistych dłużnika, likwidatorom oraz osobom, które na podstawie ustawy albo umowy spółki mają prawo do prowadzenia spraw dłużnika i do jego reprezentowania (art. 20 p.u.). Termin na zgłoszenie w sądzie wniosku o ogłoszenie upadłości wynosi 30 dni od dnia, w którym wystąpiła podstawa do ogłoszenia upadłości (art. 21 p.u.).

Procedura upadłościowa jest kosztowna, długa i skomplikowana, a efekt niepewny. Pierwszym problemem jest możliwość oddalenia wniosku o ogłoszenie upadłości przez sąd. Będzie tak, jeżeli majątek dłużnika wystarcza co najwyżej na zaspokojenie kosztów postępowania (art. 13 p.u.). Sąd oddali wniosek również wtedy, gdy złożył go wierzyciel, a dłużnik wykaże, że wierzytelność ma w całości charakter sporny, ponieważ przed złożeniem wniosku o ogłoszenie upadłości zaistniał spór między stronami (art. 12a p.u. oraz orzeczenie SN z dnia 29 lutego 1936 r., sygn. akt. C II 2907/36). Drugim problemem w czasie przeprowadzania procedury upadłościowej jest stała obecność w spółce syndyka. Będzie on liczył, negocjował, sprzedawał i zbywał majątek. Upadły, nie dość, że musi wskazać i wydać syndykowi cały swój stan posiadania, a także dokumenty dotyczące działalności, majątku oraz rozliczeń, to jeszcze jest zobowiązany do udzielania wszelkich potrzebnych wyjaśnień dotyczących tego majątku (art. 57 p.u.). Dodatkowo, sędzia – komisarz może postanowić, aby członkowie zarządu upadłej spółki nie opuszczali terytorium Rzeczypospolitej Polskiej bez jego zezwolenia (art. 57 p.u.). Jak widać, upadłość to same kłopoty. Nic więc dziwnego, że ogłoszenia typu AAA zadłużoną spółkę kupię kuszą. Przeglądając prasę czy Internet, nie sposób ich nie zauważyć. Jest ich mnóstwo i wzbudzają zainteresowanie. O co w tym chodzi? Z treści ogłoszenia dowiadujemy się, że transakcja pozwoli na prawie natychmiastowe pozbycie się problemu z długami, zarówno tymi wobec ZUS czy urzędu skarbowego, jak i wobec kontrahentów. Rozwiążemy twój problem. Uwolnimy cię od długów. Profesjonalnie. Prawnie. Kompleksowo. Z ogłoszenia wynika, że cała transakcja ma być bardzo prosta i legalna, bo przecież sprzedaż udziałów odbywa się u notariusza (art. 180 ustawy z dnia 15 września 2000 r., Kodeks spółek handlowych Dz.U. 2000.94.1037, dalej: Ksh). Dodatkowo, zgodnie ze stanowiskiem Sądu Najwyższego wyrażonym w wyroku z 7 dnia września 1993 r. (sygn. akt. II CRN 60/93) umowa zbycia udziałów zawarta bez zezwolenia spółki stanowi czynność bezskuteczną zarówno wobec spółki jak i w stosunkach między stronami, a to przecież jest kolejna weryfikacja. Kto by nie chciał legalnie, bezproblemowo i przede wszystkim niemalże natychmiast pozbyć się długów, mieć „czyste konto”, zachować dobrą opinię na rynku i zyskać święty spokój?

Mity…

Rozumowanie zadłużonego wspólnika: ktoś kupuje moją spółkę, aby zyskać funkcjonujący, rozpoznawalny na rynku podmiot. Będzie korzystał z firmy (nazwy), przejmie kontrahentów i kontrakty, a potem – jako doświadczony gracz na rynku – dokona takich posunięć, że spółka znowu będzie przynosiła zysk. Ja – zadłużony wspólnik chcę się pozbyć problemu – długów, najlepiej jak najszybciej. Zbycie spółki wydaje się być najprostszym sposobem.

Wątpliwość: jeżeli celem transakcji ma być uregulowanie spraw finansowych spółki oraz kontynuowanie jej działalności, to dlaczego interesującym „towarem” są spółki o marnym potencjale gospodarczym, spółki zadłużone, bez perspektyw, a często z opinią biznesowego trupa? Przecież rejestracja spółki nie jest szczególnie skomplikowana, a jej prowadzenie od podstaw wydaje się znacznie prostsze niż wyciąganie z kłopotów.

Próbując dokonać, na potrzeby tego artykułu, rzetelnej recenzji ofert rynkowych w zakresie handlu zadłużonymi spółkami, przeprowadziliśmy małą sondę. W mailach, które rozesłaliśmy do kilku firm ogłaszających się w stylu: AAA zadłużoną spółkę kupię, poprosiliśmy o szczegóły transakcji, aby sprawdzić, jak dokładnie działają te opiekuńcze anioły upadłych przedsiębiorców? Odpowiedzi przyszły nieomal natychmiast. Wynikało z nich, że transakcja to legalny drobiazg, który zakończy uścisk dłoni. Tak, ale czy na pewno pomocnej? Przyjrzyjmy się szczegółom.

Tylko jeden sondowany oferent oświadczył wprost, że zamierza zainwestować w kupowaną spółkę – dofinansowując ją w okresie jednego roku i w tym celu, przed transakcją miał dokonać ustalenia stanu majątkowego tej spółki. Oferent uzależnił decyzję kupna od kondycji spółki i zobowiązał się do samodzielnego przeprowadzenia analizy bilansu (sprawozdania finansowego), a cena za udziały miała zostać ustalona w drodze negocjacji, z uwzględnieniem stanu faktycznego, prawnego, finansowego i ekonomicznego sprzedawanych udziałów oraz spółki będącej przedmiotem transakcji. O żadnej prowizji nie było mowy. Dodatkowo, oferent ten zobowiązał się nie dochodzić jakichkolwiek roszczeń, w tym przyszłych, w stosunku do sprzedającego i członków zarządu spółki wynikających z tytułu nabycia udziałów. Mocą umowy notarialnej, oferent (kupujący) zobowiązywał się do zwolnienia nas (sprzedającego) oraz członków zarządu spółki będącej przedmiotem transakcji od wszelkich roszczeń i odpowiedzialności wobec osób trzecich, sądów i organów administracyjnych związanych z posiadaniem przez nas (sprzedającego) udziałów oraz pełnieniem funkcji członka zarządu tej spółki. Oferent (kupujący) zamierzał przyjął na siebie tę odpowiedzialność oraz zobowiązać się do całkowitego zaspokojenia tych roszczeń i tym samym zwolnić nas czyli sprzedającego oraz członków zarządu spółki z obowiązku świadczeń z tego tytułu, a także zwrotu kosztów i wynagrodzenia, a nawet utraconych korzyści. Oferent (kupujący), w przypadku dochodzenia na drodze sądowej przez osoby trzecie, sądy i organy administracyjne roszczeń od nas (sprzedającego) oraz członków zarządu spółki, zobowiązał się do przystąpienia do procesu i podjęcia wszelkich czynności w celu zwolnienia nas (sprzedającego) od udziału w sprawie. Jakich dokładnie? – nie wiadomo, ale niespełnienie któregokolwiek z uzgodnionych zobowiązań, skutkować miało zapłatą na naszą (sprzedającego) rzecz kary umownej.

Z otrzymanych dokumentów wynikało, że umowa będzie korzystna dla sprzedającego, transakcja zdaje się być prawidłowa, a postępowanie kupującego można nazwać ostrożnym. W mailach od pozostałych firm oferujących zakup zadłużonej spółki, zamiast szczegółów transakcji, była prośba o kontakt telefoniczny. Tą drogą oferenci informowali o konieczności zapłaty prowizji uzależnionej od kwoty zadłużenia. Natomiast cena za sprzedawaną spółkę (udziały) miała być symboliczna, co miało być korzystne dla sprzedającego, gdyż dochód osiągnięty ze zbycia udziałów podlega opodatkowaniu podatkiem dochodowym na podstawie art. 7 ust. 1 ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (Dz.U.2000.54.654 z późn. zm.) oraz art. 9 ust. 1 ustawy z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (Dz.U.2000.14.176 z późn. zm.). Zmiany w Krajowym Rejestrze Sądowym miały zostać dokonane w dniu zawarcia umowy sprzedaży. To znowu ma być korzystna dla sprzedającego informacja: płaci co najwyżej 30 000 złotych prowizji, znika z KRS i ma wolność od długu. Żadnego badania stanu majątku kupowanej spółki, ani nawet bilansu, żadnego pisemnego zwolnienia z odpowiedzialności oferenci nie zaproponowali. W jednym przypadku oferent protekcjonalnie zapewnił: „…to wynika samo przez się. Następstwo prawne, rozumie pani?”. Pani rozumie, ale czy to koniec kłopotów? Otóż, niekoniecznie.

… i fakty

Transakcja o szumnej nazwie kupna zadłużonej spółki, w rzeczywistości polega na przeniesieniu własności udziałów niewypłacalnej spółki na kupującego. Czynności tej dokonuje się formie aktu notarialnego (art. 180 ksh). W większości przypadków cena za sprzedaż udziałów jest znikoma, a prawdziwą płatność (tzw. prowizję) uiszcza sprzedający, poza aktem notarialnym. W efekcie transakcji kupujący, jako jedyny wspólnik, mocą uchwały odwołuje dotychczasowy zarząd i powołuje siebie na prezesa zarządu takiej spółki. Dysponując 100% udziałów, nabywca zyskuje możliwość kontrolowania i czerpania zysków z przedsiębiorstwa nabywanej spółki. Dzieje się tak dlatego, że sprzedaży udziałów w rzeczywistości towarzyszy transfer majątku spółki. Na mocy aktu notarialnego sprzedaży udziałów, nowy udziałowiec uzyskuje cały majątek spółki, w tym kontrakty, ruchomości i nieruchomości (aktywa i pasywa). W praktyce więc, nabywca staje się właścicielem przedsiębiorstwa, które nadal funkcjonuje, gdyż zmiana dotyczy jedynie sfery właścicielskiej. Wstąpienie nowego udziałowca w sferę stosunków prawnych (czyli we wszystkie prawa i obowiązki) spółki kapitałowej jest to rzeczywiście tzw. następstwo prawne, w tym przypadku pod tytułem ogólnym. Zasadę działania następstwa prawnego opisaliśmy szczegółowo w artykule z dnia 8 maja 2016 r. Połączenia spółek kapitałowych z podmiotem krajowym lub zagranicznym w drodze fuzji lub inkorporacji. Procedury i konsekwencje. W tym miejscu przypomnimy tylko, że następstwo prawne pod tytułem ogólnym, inaczej zwane sukcesją uniwersalną, polega na wejściu nabywcy w ogół praw i obowiązków kupowanej spółki. I chociaż z wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 22 kwietnia 2008 r. (sygn. akt. II OSK 447/07), że norma art. 494 § 1 Ksh statuuje zasadę sukcesji [uniwersalnej] także w odniesieniu do uprawnień i obowiązków publicznoprawnych, to analizując piśmiennictwo i orzecznictwo sądów administracyjnych trzeba zauważyć, że sukcesja uniwersalna stwarza jednak problem na płaszczyźnie prawa publicznego.

Zdaniem NSA, sukcesja uniwersalna obejmuje wszystkie prawa i obowiązki, zarówno te znane, jak i nieznane spółce. Sąd w cytowanym wyżej wyroku, kierując się etymologią pojęcia sukcesja uniwersalna nie widzi podstaw do tego, aby zawęzić zakres owego następstwa tylko do sfery prawa cywilnego [lub innego]. Gdyby tak było, zwrot ten – zdaniem NSA – winien brzmieć sukcesja cywilnoprawna, czy też prywatnoprawna. Jednak w komentarzu do Kodeksu spółek handlowych (Wyd. C.H.Beck – Warszawa 2004 t. IV), prof. A. Szumański wyraził zapatrywanie, że doktryna prawa administracyjnego powszechnie przyjmuje zakaz sukcesji na płaszczyźnie prawa publicznego, a więc niedopuszczalność przeniesienia praw i obowiązków wynikających z aktu administracyjnego w drodze czynności cywilnoprawnych. Podstawowym elementem aktu administracyjnego jest jednostronne określenie przez kompetentny organ administracji praw i obowiązków zindywidualizowanego adresata, w konkretnej sytuacji i na podstawie konkretnego stanu prawnego. Powyższa zasada odnosi się także do sukcesji uniwersalnej. Podobne stanowisko zajął Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 23 lipca 1996 r. (sygn. akt SA/Wr 3617/95). Z orzeczenia tego wynika, że przejęcie spółki (…) nie oznacza automatycznej i bezwzględnej sukcesji wszystkich praw i obowiązków o charakterze publicznoprawnym, z czym zgadza się również m. in. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Rzeszowie z dnia 12 stycznia 2006 r. (sygn. akt. II SA/Rz 756/05).

Jak widać, niestety nie można przyjąć, że sprzedając udziały pozbywamy się kłopotu, a o długi teraz musi się martwić następca prawny.

Realizując temat ujęty w tytule tego artykułu, w dalszej części tekstu, pojęć takich jak: dług, wierzytelność, zobowiązanie będziemy używać w odniesieniu zarówno do wierzytelności prywatnoprawnych przysługujących osobom fizycznym i prawnym, jak i wierzytelności publicznoprawnych, przysługujących instytucjom takim jak ZUS czy urzędy skarbowe.

Odpowiedzialność członków zarządu

Kodeks spółek handlowych statuuje subsydiarną odpowiedzialność członków zarządu za zobowiązania spółki (art. 299 Ksh). Zarówno doktryna, jak i orzecznictwo, np. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 25 września 2003r. (sygn. akt. V CK 198/2002), prezentują utarty już pogląd, że odpowiedzialność za zobowiązania spółki wobec osób trzecich ponoszą osoby pełniące funkcję członków zarządu, w okresie istnienia danego zobowiązania, którego egzekucja przeciwko spółce okazała się bezskuteczna. Podstawą tej subsydiarnej odpowiedzialności członków zarządu za zobowiązania spółki jest spełnienie dwóch przesłanek: zaistnienia straty w postaci nieściągalnej należności oraz uchybienia członków zarządu powodujące ich odpowiedzialność, które stwarzają domniemanie winy tych osób (za: W. Pyzioł, A. Szumilas, I. Weiss Prawo Spółek, Oficyna Wydawnicza Branta, Bydgoszcz – Kraków 2004).

Najprostszym sposobem stwierdzenia nieściągalności należności jest komornicze postanowienia o bezskuteczności egzekucji, ale w wyroku z dnia 26 czerwca 2003 r. (sygn. akt. V CKN 416/01), z glosą A. Karolaka, Sąd Najwyższy uznał, że ustalenie przesłanki bezskuteczności egzekucji może nastąpić na podstawie każdego dowodu wykazującego, że spółka nie ma majątku, który pozwalałby na zaspokojenie jej wierzyciela pozywającego członków zarządu. Bezsprzecznie jednak bezskuteczność egzekucji musi obejmować cały majątek, nie tylko jego wybrane składniki. Bezskuteczność nie ma więc miejsca, gdy rachunki bankowe dłużnika są puste, ale jest on właścicielem nieruchomości w centrum miasta. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na wyrok z dnia 9 czerwca 1937 r. (sygn. akt. C I 1927/36), w którym Sąd Najwyższy zwrócił uwagę na szczególny przypadek dotyczący sytuacji, w której dla ustalenia bezskuteczności egzekucji, skierowanej przeciwko spółce z o.o., nie jest konieczne przeprowadzenia egzekucji w stosunku do całego majątku, lecz wystarcza udowodnienie, że jedynym majątkiem jest nieruchomość obciążona ponad wartość wierzytelnościami, korzystającymi z pierwszeństwa zaspokojenia.

W przedmiocie charakteru subsydiarnej odpowiedzialności członków zarządu za zobowiązania spółki z o.o., judykatura prezentuje jednolity pogląd, z którego wynika, że odpowiedzialność ta ma charaktery deliktowy i tym samym stanowi podstawę roszczeń odszkodowawczych. Stanowisko takie znajduje potwierdzenie w uchwale Sądu Najwyższego z dnia 7 listopada 2008 r. (sygn. akt. III CZP 72/08), z której wynika, że zasadniczym argumentem na rzecz odszkodowawczego charakteru tej odpowiedzialności jest przewidziana w art. 299 Ksh możliwość uwolnienia się od tej odpowiedzialności przez wykazanie braku szkody. I to właśnie przesądza o deliktowym, a co za tym idzie odszkodowawczym charakterze omawianej odpowiedzialności. Gdyby bowiem szkoda nie stanowiła przesłanki odpowiedzialności subsydiarnej, jej brak byłby okolicznością obojętną przy jej rozpatrywaniu i nie podlegałby dowodzeniu, ponieważ przedmiotem dowodu – jak orzekł Sąd Najwyższy w cytowanej uchwale – są jedynie fakty istotne dla rozstrzygnięcia sprawy.

W uchwale Sądu Najwyższego z dnia 19 listopada 2008 r. (sygn. akt. III CZP 94/08) czytamy, że odpowiedzialność subsydiarna członków zarządu za zobowiązania spółki z o.o., została pomyślana jako sankcja w stosunku do członków zarządu (…) za – znajdujące wyraz w niezłożeniu we właściwym czasie wniosku o ogłoszenie upadłości – kierowanie sprawami spółki w sposób prowadzący do bezskuteczności egzekucji wierzytelności przeciwko spółce. Podobne stanowisko prezentuje sąd Najwyższy w wyroku z dnia 14 lutego 2003 r. (sygn. akt. IV CKN 1779/00) oraz w uchwale z dnia 28 lutego 2008 r. (sygn. akt. III CZP 143/07). Również w wyroku z dnia 25 września 2003 r. (sygn. akt. V CK 198/02) Sąd Najwyższy zwrócił uwagę, że zawarta w art. 299 Ksh regulacja w pewnym zakresie jest sankcją za wadliwe kierowanie sprawami spółki. Z wyroku tego wynika, że przewidziana w tym przepisie odpowiedzialność członków zarządu spółki z o.o. jest skutkiem doprowadzenia spółki do bankructwa, w rezultacie którego wierzyciele zostali pozbawieni możliwości ściągnięcia należnych im wierzytelności.

Tezę o deliktowym charakterze odpowiedzialności przewidzianej w art. 299 Ksh, potwierdza również fakt jej powstawania ex lege, bez konieczności istnienia dodatkowego źródła zobowiązania pomiędzy niezaspokojonym wierzycielem a członkiem zarządu. Odpowiedzialność subsydiarna obciąża więc zarząd w składzie personalnym wynikającym z KRS według stanu na dzień, w którym konieczne stało się złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości. W uzasadnieniu uchwały z dnia 9 sierpnia 1993 r. w sprawie (sygn. akt. III CZP 116/93) z glosą F. Zedlera, Sąd Najwyższy z zasady, że odpowiedzialność członków zarządu ma charakter subsydiarny w stosunku do odpowiedzialności spółki, a przy tym jest odpowiedzialnością odszkodowawczą, wyciągnął wniosek, że członkowie zarządu mogą się od tej odpowiedzialności uwolnić. Nie oznacza to jednak, że subsydiarna odpowiedzialność członków zarządu, w momencie sprzedaży spółki, zniknie w jakiś cudowny sposób. Na domiar złego, odpowiedzialność ta nie zniknie nawet po śmierci zobowiązanego członka zarządu. Jak wyjaśnił Sąd Najwyższy w uchwale z dnia 19 listopada 1996 r. (sygn. akt. III CZP 114/96) z aprobującą glosą B. Kozłowskiej – Chyra, omawiana odpowiedzialność członka zarządu spółki z ograniczoną odpowiedzialnością za jej zobowiązania przechodzi na jego spadkobierców.

Jak więc członkowie zarządu mogą uwolnić się od subsydiarnej odpowiedzialności za długi spółki z o.o. w przypadku jej niewypłacalności? Wyjaśnił to Sąd Najwyższy już w orzeczeniu z dnia 4 grudnia 1936 r. (sygn. akt. C I 1515/36), z którego wynika, że rzeczą członków zarządu jest udowodnienie, iż straty osoby trzeciej wynikły niezależnie od dopuszczonych uchybień. Dokonać tego można w osobnym postępowaniu sądowym, którego wymaga realizacja odpowiedzialności. Postępowanie przeciwko członkom zarządu, w trybie art. 299 Ksh, musi zostać wszczęte jako kolejne, już po uzyskaniu tytułu egzekucyjnego przeciwko spółce z o.o., niezbędnego do zgłoszenia żądania spłaty długu wobec spółki i [później] wobec członków jej zarządu (np. wyrok SN z 21 września 2005 r., sygn. akt. V CK 129/05, oraz wyrok SN z 21 października 2003 r., sygn. akt. I CK 160/02). Dodatkowe uzasadnienie konieczności prowadzenia osobnego postępowania daje uchwała Sądu Najwyższego z dnia 9 sierpnia 1993 r., w sprawie (sygn. akt. III CZP 116/93), z której wynika, że w razie bezskuteczności egzekucji prowadzonej na podstawie tytułu wykonawczego wydanego przeciwko spółce z ograniczoną odpowiedzialnością nie jest dopuszczalne nadanie klauzuli wykonalności przeciwko członkom zarządu tej spółki. Właśnie w tym postępowaniu, członkowie zarządu mogą przedstawić argumenty na zwolnienie się od odpowiedzialności wynikającej z art. 299 Ksh. Argumenty zwalniające można podzielić na dwie grupy. W pierwszej grupie mieści się wykazanie, że we właściwym czasie zgłoszono wniosek o ogłoszenie upadłości lub w tym samym czasie zostało wydane postanowienie o otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego albo o zatwierdzeniu układu w postępowaniu w przedmiocie zatwierdzenia układu. W tej grupie należy też zamieścić argument, że niezgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości nastąpiło bez winy członka zarządu, co zachodzi np. wówczas, gdy funkcje zarządu zostały podzielone pomiędzy członków zarządu, w związku z czym nie każdy członek zarządu będzie odpowiadał za niezgłoszenie upadłości spółki. Tak będzie w przypadku, gdy członek zarządu wykaże, że nie znał rzeczywistego stanu majątkowego spółki (za: W. Pyzioł, A. Szumilas, I. Weiss Prawo Spółek, Oficyna Wydawnicza Branta, Bydgoszcz- Kraków 2004). W drugiej grupie mieści się wykazanie, że pomimo niezgłoszenia wniosku o ogłoszenie upadłości oraz niewydania postanowienia o otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego albo niezatwierdzenia układu w postępowaniu w przedmiocie zatwierdzenia układu wierzyciel nie poniósł szkody (art. 299 § 2 Ksh). Istota braku szkody, jako przesłanki zwalniającej polega na tym, że w sytuacji, gdyby we właściwym terminie zgłoszono upadłość spółki lub wszczęto postępowanie układowe, wierzyciele spółki byliby równomiernie, chociaż tylko częściowo zaspokojeni z jej majątku. Jak wyjaśnił Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 21 lipca 1959 r. (sygn. akt. 3 CR 1240/58), brak straty jako przesłanka zwalniająca, nie może być rozumiany w tym sensie, jakoby przewidziane w niej zwolnienie członka zarządu spółki z ograniczoną odpowiedzialnością za zobowiązania spółki miało być uzależnione od stwierdzenia, że wierzyciel w ogóle nie poniósł szkody. Zwolnienie od odpowiedzialności będzie skuteczne wtedy, gdy zostanie stwierdzone, że szkoda powstała wskutek niemożności wyegzekwowania danego zobowiązania z majątku spółki. Dowodem w tym przypadku będzie wykazanie, że niemożność wyegzekwowania zobowiązania nie pozostaje w żadnym związku przyczynowym z niezgłoszeniem upadłości. Wymaga to jednoczesnego wykazania, że zobowiązanie nie mogłoby być pokryte z majątku spółki nawet wówczas, gdyby postępowanie upadłościowe zostało wdrożone. Taki pogląd jest ugruntowany w orzecznictwie, gdyż od czasów II Rzeczypospolitej, gdyż w wyroku dniu 4 grudnia 1936 r. (sygn. akt. C I 1515/36), Sąd Najwyższy orzekł, że rzeczą członków zarządu jest udowodnienie, że straty osoby trzeciej wynikły niezależnie od dopuszczonych uchybień.

Obok przesłanek zwalniających, na gruncie art. 299 § 1 Ksh wyłania się jeszcze kwestia przedawnienia tego roszczenia. W tym zakresie powstał spór prawny, który rozstrzygnął Sąd Najwyższy w uchwale z dnia 7 listopada 2008 r. (sygn. akt. III CZP 72/08), która statuuje zasadę, że do przedawnienia roszenia wynikającego z art. 299 § 1 Ksh mają zastosowanie przepisy normujące przedawnienie roszczeń o naprawienie szkody wyrządzonej czynem niedozwolonym. Zgodnie z postanowieniem Sądu Najwyższego z dnia 19 listopada 2008 r. (sygn. akt I ACa 355/08), w konsekwencji wymogu prowadzenia osobnych postępowań przeciwko spółce i przeciwko członkom zarządu, obecnie przyjmuje się również, że członek zarządu spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, przeciwko któremu wierzyciel spółki występuje z roszczeniem przewidzianym w art. 299 Ksh, nie może bronić się zarzutem przedawnienia roszczenia objętego tytułem wykonawczym wystawionym przeciwko spółce.

Bywa, że dotychczasowy udziałowiec chcąc być sprytnym, przed terminem spotkania u notariusza, majątek spółki rozprzedaje albo darowuje, często rodzinie lub zaufanym znajomym. W ten sposób udziałowiec chce mieć pewność, że w ręce nowego właściciela dostanie się „wydmuszka”, a rzeczy wartościowe pozostaną w dotychczasowych rękach. Niestety, ta metoda też nie jest skuteczna. Wierzyciele w takim przypadku mogą skorzystać z dobrodziejstwa, mającej swoje źródło w prawie rzymskim, skargi pauliańskiej. Jest to odstępstwo od zasady, że stosunek zobowiązaniowy wiąże jedynie jego strony. Istotą skargi pauliańskiej jest uzyskanie przez wierzyciela wyroku stwierdzającego bezskuteczność czynności zdziałanych przez dłużnika. Tym samym wierzyciel zyskuje możliwość zaspokojenia się [z majątku osoby trzeciej] w takim rozmiarze, w jakim by je uzyskał, gdyby tej czynności nie przedsięwzięto (za M. Jasińska, Skarga pauliańska. Ochrona wierzyciela w razie niewypłacalności dłużnika. Art. 527-534 Kc, Wyd. C.H. Beck, Warszawa 2004).

Literatura prawnicza, skargę pauliańską zawsze zestawia z regulacją normy art. 59 Kodeksu cywilnego, na mocy którego wierzyciele mogą się również domagać unieważnienia samej umowy sprzedaży spółki, jako uniemożliwiającej zadośćuczynienie ich roszczeniom. W tym zakresie najważniejsze jest określenie wzajemnej relacji, pomiędzy instytucją nieważności umowy (art. 59 Kodeksu cywilnego, dalej: Kc) i instytucji skargi pauliańskiej (art. 527 Kc). Stanowisko doktryny prezentuje Maria Jasińska twierdząc, że przepis art. 59 Kc jest rozumiany jako norma szczególna, a roszczenie wynikające z tego tytułu – jako roszczenie, które można zakwalifikować do grupy środków pokrewnych roszczeniu wynikającemu ze skargi pauliańskiej (za M. Jasińska, Skarga pauliańska. Ochrona wierzyciela w razie niewypłacalności dłużnika. Art. 527-534 Kc, Wyd. C.H. Beck, Warszawa 2004). Różnicę pomiędzy omawianymi przepisami bardzo dobrze wyraził Sąd Okręgowy w Gdańsku w wyroku z dnia 25 kwietnia 2013 r. (sygn. akt. XV C 1235/12) kierując się uzasadnieniem uchwały Sądu Najwyższego z dnia 5 stycznia 1971 r. (sygn. akt. III CZP 88/70). Z orzeczenia wynika, że skargą pauliańską są objęte wypadki, w których dokonana zostaje czynność prawna przez dłużnika z inną osobą, w wyniku czego dłużnik staje się niewypłacalny albo wypłacalny w mniejszym rozmiarze, niż miało to miejsce przed dokonaniem wspomnianej czynności. Hipotezą zaś normy art. 59 k.c. objęta jest sytuacja (…) gdy niemożliwe staje się uczynienie zadość roszczeniu wierzyciela. W tym wypadku kwestia niewypłacalności nie ma znaczenia, wierzycielowi więc przysługiwać będzie roszczenie o uznanie umowy za bezskuteczną, choćby dłużnik był [albo stał się w terminie późniejszym] wypłacalny. Dodatkowo, roszczenie na podstawie skargi pauliańskiej powinno być dochodzone jedynie wobec osoby trzeciej. Natomiast w przypadku art. 59 Kc, po stronie pozwanych zachodzi współuczestnictwo konieczne, a więc roszczenie powinno zostać skierowane przeciwko wszystkim kontrahentom umowy, co potwierdził Sąd Najwyższy w uchwale z dnia 17 września 1969 r. (sygn. akt. III CZP 65/69).

Sąd Okręgowy w Gdańsku w wyroku z dnia 25 kwietnia 2013 r. (sygn. akt. XV C 1235/12) zauważył też, że inne są cele obu instytucji. Celem roszczenia w ramach skargi pauliańskiej jest przeciwdziałanie uszczupleniu majątku dłużnika, aby zapewnić sobie zaspokojenie wierzytelności w sposób prawem przewidziany. U podstaw unormowania art. 59 Kc, leży dążenie do zapewnienia osobie uprawnionej możliwości uzyskania realnego, efektywnego wykonania przez dłużnika świadczenia, jego spełnienia w takiej postaci, w jakiej zobowiązał się do świadczenia dłużnik i w jakiej wierzyciel uzyskał uprawnienie. Podobny pogląd prezentuje Maria Jasińska, twierdząc, że głównym celem zapisu art. 59 Kc jest umożliwienie osobie trzeciej uzyskania świadczenia w pierwotnej postaci, a więc takiej, jaka wynikała ze stosunku prawnego pomiędzy nią, a stroną zakwestionowanej umowy. Skutkiem uznania umowy za bezskuteczną nie jest jej całkowita nieważność. Orzeczenie bezskuteczności ma charakter ex tunc i powoduje powstanie stanu, jak gdyby wzruszona umowa nie istniała w stosunku do zaskarżającego, ale tylko w części koniecznej do zrealizowania wierzytelności (za M. Jasińska, Skarga pauliańska. Ochrona wierzyciela w razie niewypłacalności dłużnika. Art. 527-534 Kc, Wyd. C.H. Beck, Warszawa 2004).

Dodatkowo, w uchwale z dnia 5 stycznia 1971 r. (sygn. akt. III CZP 88/70) Sąd Najwyższy wypowiedział się w sprawie terminów dochodzenia roszczeń. I tak, roszczenie z art. 59 Kc przedawnia się z upływem jednego roku od dnia dokonania czynności, natomiast przy skardze pauliańskiej jest to termin pięcioletni.

Trzeba też pamiętać o odpowiedzialności karnej, która grozi za uszczuplanie majątku dłużnika wobec grożącej mu niewypłacalności. Jeżeli dłużnik, w razie grożącej mu niewypłacalności lub upadłości, udaremnia lub uszczupla zaspokojenie swojego wierzyciela przez to, że usuwa, ukrywa, zbywa, darowuje, niszczy, rzeczywiście lub pozornie obciąża albo uszkadza składniki swojego majątku (art. 300 Kodeksu karnego, dalej: Kk), może on zostać skazany na karę pozbawienia wolności nawet do ośmiu lat (w przypadku, gdy pokrzywdzenie dotyczy wielu wierzycieli). Aby skorzystać z dobrodziejstwa przepisu art. 300 Kk, wierzyciel musi wykazać, że przysługuje mu względem dłużnika roszczenie, które nie wygasło (niezrealizowane, nieprzedawnione) oraz, że to roszczenie uprawnia go do żądania od dłużnika określonego zachowania się (zapłaty). Przesłanką skazania dłużnika na podstawie tego przepisu jest, aby w stanie grożącej mu niewypłacalności lub upadłości uszczuplał możliwość zaspokojenia wierzyciela. Pojęcie stanu niewypłacalności omówiliśmy szczegółowo na początku artykułu, w tym miejscu wypada zająć się znaczeniem pojęcia uszczuplanie, czyli działaniem dłużnika mającym na celu pozbawienie wierzyciela możliwości zaspokojenia. Jak twierdzi Maria Jasińska, przesłanka ta musi mieć charakter obiektywny i dotyczyć zachowania się dłużnika (sprawcy). Wyróżnić w tym zakresie można działania sensu stricto (usuwanie) jak i sensu largo (udaremnianie), których realizacja jest wynikiem spełnienia znamion działań sensu stricto. Zachowania takie M. Jasińska dzieli na dwie grupy. Pierwszą są działania, które dla swej ważności wymagają określonej formy prawnej (np. sprzedaż, zastaw), drugą – działania faktyczne, które żadnej formy nie potrzebują (np. niszczenie).

Przypadek szczególny

Istnieje także inna, obok zbycia udziałów, możliwość sprzedaży zadłużonej spółki, a mianowicie zbycie przedsiębiorstwa na podstawie uchwały zgromadzenia wspólników. W wyniku takiej transakcji dochodzi do kupna tzw. zorganizowanego zespołu składników materialnych i niematerialnych przeznaczonych do prowadzenia działalności gospodarczej (art. 551 Kc). Jak wynika z wyroku Sądu Najwyższego z dnia 1 kwietnia 2003 r. (sygn. akt. IV CKN 366/01) przedsiębiorstwo w takim znaczeniu, należy postrzegać jako samodzielne dobro prawne mogące stanowić przedmiot obrotu cywilnoprawnego. Analizując przypadek zbycia przedsiębiorstwa w rozumieniu art. 551 K.c., najbardziej interesująca jest, dyskusyjna co najmniej, kwestia następstwa prawnego. We wcześniejszych orzeczeniach – np. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 4 września 1997 r. (sygn. akt. II CKN 284/97) albo postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 18 maja 1994 r. (sygn. akt. III CZP 48/94), SN wyrażał stanowisko, że wraz ze zbyciem przedsiębiorstwa w rozumieniu art. 551 Kc następuje sukcesja uniwersalna. Z przeważającej części nowszego orzecznictwa – np. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 4 kwietnia 2007 r. (sygn. akt. V CKN 3/07) albo uchwała Sądu Najwyższego z dnia 25 czerwca 2008 r. (sygn. akt. III CZP 45/08) wynika jednak, że chociaż zbycie przedsiębiorstwa w rozumieniu art. 551 K.c. obejmuje wszystko, co wchodzi w skład przedsiębiorstwa (art. 552 Kc), to nie wywołuje skutku następstwa prawnego o charakterze ogólnym po stronie nabywcy. Na nabywcę przechodzą więc (z mocy prawa) w szczególności (art. 551 Kc): własność nieruchomości lub ruchomości, w tym urządzeń, materiałów, towarów i wyrobów, oraz inne prawa rzeczowe do nieruchomości lub ruchomości, prawa wynikające z umów najmu i dzierżawy nieruchomości lub ruchomości oraz prawa do korzystania z nieruchomości lub ruchomości wynikające z innych stosunków prawnych, prawa z papierów wartościowych, środki pieniężne oraz wierzytelności zbywcy związane ze zbywanym przedsiębiorstwem.

Jednakże, jak zauważył Sąd Najwyższy w uchwale z 25 czerwca 2008 r. (sygn. akt. III CZP 45/08), przy zawarciu umowy zbycia przedsiębiorstwa w rozumieniu art. 551 K.c. zachowują aktualność ograniczenia lub wyłączenia dopuszczalności przeniesienia poszczególnych składników tego przedsiębiorstwa wynikające z przepisów ustawy, zastrzeżenia umownego lub właściwości zobowiązania. Tak więc wyłączenie składników majątku spod zasady następstwa prawnego, w przypadku zbycia przedsiębiorstwa jako zorganizowanego zespołu składników, wymaga wyraźnego zastrzeżenia w treści czynności prawnej (np. w umowie dotyczącej zbycia przedsiębiorstwa) lub w przepisach szczególnych. Wynika to jednoznacznie z wyroku Sądu Najwyższego z 18 sierpnia 2005 r. (sygn. akt. V CK 104/05).

Łatwo zauważyć, że w pojęciu przedsiębiorstwo, rozumianym jako zespół składników materialnych i niematerialnych, nie mieszczą się udziały wspólników w spółce z o.o. i – co najważniejsze – zasadą następstwa prawnego nie są objęte również zobowiązania, ponieważ nie stanowią części składowych przedsiębiorstwa w rozumieniu w art. 551 K.c. Sąd Najwyższy w uchwale z dnia 25 czerwca 2008 r. (sygn. akt. III CZP 45/08) ustalił, że w takim przypadku następuje ex lege przystąpienie nabywcy do długu zbywcy przedsiębiorstwa, a więc kumulacja długu. Oznacza to, że nadal trwa zobowiązanie zbywcy jako zaciągnięte przez niego, tyle tylko, że od czasu nabycia przedsiębiorstwa ex lege odpowiada za jego długi (solidarnie) także nabywca przedsiębiorstwa. Niewątpliwie przystąpienie do długu stanowi przekształcenie podmiotowe stosunku zobowiązaniowego po stronie dłużnika, gdyż do dotychczasowego zobowiązania dłużnika przystępuje osoba trzecia w charakterze dłużnika solidarnego. Przekształcenie takie nie powoduje jednak automatycznego zwolnienia z długu dotychczasowego dłużnika. W przypadku zbycia przedsiębiorstwa jako zorganizowanego zespołu składników, nabywca przedsiębiorstwa jest więc odpowiedzialny solidarnie ze zbywcą za jego zobowiązania związane z prowadzeniem przedsiębiorstwa. Zwolnienie zbywcy (dotychczasowego udziałowca) z długu, czyli prawne przejęcie zobowiązań zbywcy wymaga uzyskania zgody wierzyciela. Jak słusznie zauważył Sąd Najwyższy w wyroku z 4 kwietnia 2007 r. (sygn. akt. V CSK 3/07) nabywca przedsiębiorstwa przejmuje długi związane z jego prowadzeniem tylko za zgodą wszystkich wierzycieli. W razie braku takiej zgody, strony transakcji za zobowiązania przedsiębiorstwa odpowiadają solidarnie. Na marginesie dodamy tylko, że przesłanką wyłączenia odpowiedzialności nabywcy w tym zakresie jest jego niewiedza o zobowiązaniach. Niewiedza ta musi zachodzić w chwili nabycia i to pomimo zachowania należytej staranności. Chociaż odpowiedzialność nabywcy ogranicza się do wartości nabytego przedsiębiorstwa według stanu w chwili nabycia a według cen w chwili zaspokojenia wierzyciela, to odpowiedzialności tej nie można bez zgody wierzyciela wyłączyć ani ograniczyć. Sąd Najwyższy w wyroku z 15 czerwca 2010 r. (sygn. akt. II CSK 2/10) orzekł, że w odniesieniu do zobowiązań z tytułu umów handlowych, nabywca przedsiębiorstwa przystępuje do pierwotnego długu (zobowiązania) zbywcy wobec kontrahenta. W konsekwencji, w stosunku do kontrahenta, występują dwa podmioty solidarnie zobowiązane.

Na koniec trzeba przypomnieć jeszcze o przepisie, na mocy którego w przypadku zbycia udziału lub jego części nabywca odpowiada wobec spółki solidarnie ze zbywcą za niespełnione świadczenia należne spółce ze zbytego udziału lub zbytej części udziału (art. 186 Ksh). Z przepisu tego wynika, że spółka może żądać całości lub części świadczenia od nich obu łącznie lub od każdego z osobna, a zaspokojenie spółki przez którąkolwiek ze stron transakcji zbycia udziału zwalnia z zobowiązania drugą stronę. W doktrynie prawa handlowego powszechnie przyjmuje się, że przepis art. 186 Ksh ma zastosowanie do zbycia, darowizny, zamiany udziału, natomiast nie dotyczy nabycia udziału w drodze dziedziczenia ani egzekucji komorniczej.

Biorąc pod uwagę przepisy i orzecznictwo, ucieczka przed długami poprzez sprzedaż spółki, tak w formie zbycia udziałów, jak i w formie zbycia zorganizowanego przedsiębiorstwa, może nie być skuteczna. Zwolnienie z długu może nastąpić wyłącznie za zgodą wierzyciela. Dalecy jesteśmy od generalizowania, ale skorzystanie z oferty zbycia udziałów za symboliczną złotówkę, przy zapłacie już mniej symbolicznej prowizji, należy każdorazowo bardzo dokładnie przeanalizować, ze szczególnym uwzględnieniem możliwych konsekwencji. Należy się liczyć z koniecznością współpracy z nabywcą spółki, a wybór kontrahenta uzależnić od jego możliwości prawidłowego poprowadzenia sporu. Należy się wystrzegać oferentów, którzy po przejęciu spółki zapomną o niej i znikną. Sprawę najlepiej skonsultować ze specjalistami. Zapraszamy do nas.

 

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *